Polo: Nauka gry w polo - frajda dla... każdego ?
Polo nie jest sportem najtańszym i pewnie zasłużenie cieszy się opinią sportu elitarnego. Wypada jednak rozwiać pewien mit. Drogi sport poza zasięgiem śmiertelników - tak ale dopiero na poziomie profesjonalnym. Zawodnik żyjący z gry, lub amator pragnący brać udział w regularnych rozgrywkach musi liczyć się z zakupem kilku koni, odpowiedniej ilości kompletów sprzętu, kosztami treningu i podróży. Nie jest to więcej niż koszt kariery zawodnika w innych dyscyplinach jeździeckich. Chcąc traktować Polo jako zabawę i nieustające źródło dostaw adrenaliny można korzystać z usług Klubów Polo, które wypożyczają konie, sprzęt i świadczą profesjonalne usługi szkoleniowe za rozsądne pieniądze, które dobrze zarabiający menadżer może wyjąć z kieszeni kilkanaście razy w roku. 
W powstającym Polskim Polo Klubie koszt gry nie będzie wyższy niż osiemnastodołkowa partyjka golfa, a miesięczny kurs gry narazi pasjonatów na stratę nie więcej niż 5000 PLN.
Jak zacząć?
Wcześniejsze doświadczenia jeździeckie nie są na początku niezbędne. Wystarcza ogólna sprawność fizyczna. Paradoksalnie, nauka gry w polo może doskonale przyśpieszyć postępy w jeździe konnej - manewry kijem, poszukiwanie piłki wzrokiem, rozglądanie się za kolegami z drużyny, odciąga uwagę jeźdźca od stresów jakie wywołuje sama obecność konia pod sobą a ruchy i reakcje stają się bardziej naturalne.
Krzesło zamiast konia
Pierwsze zajęcia (pomijając oczywiście wprowadzenie teoretyczne) polegają na ćwiczeniu "swingu" polo, stojąc na podwyższeniu, na przykład na ławce. Gracze w golfa doskonale rozumieją pojęcie "swingu". Chodzi o to aby wyuczyć ramię i ciało kontrolować ruch kija, tak aby wykonał on w miarę pełne koło i uderzył piłkę siłą własnego ruchu, bez siłowego wysiłku mięśni. Kij uderzy sam, wystarczy umieć mu w tym nie przeszkadzać. Tak jak graczom w golfa rozkoszy dostarczają równo i czysto wyprowadzone uderzenia po doskonałym swingu, kiedy to wie się od początku, że piłka poleci tam gdzie kieruje ją wzrok, tak pierwsze czyste uderzenie w polo, wykonane nawet bez konia i najprostszym ruchem - forehand do przodu, to przyjemność, którą długo się pamięta.
Beczka zamiast konia

Po opanowaniu pięciu podstawowych uderzeń, trener wsadza nas na drewnianego konia, który kształtem przypomina beczkę na koziołkach. Tutaj nie ma już żartów. Siedzi się wyżej a "koń" ma ograniczoną stabilność. Ale też od tego miejsca zaczyna się frajda. Jeszcze nie czuje się szybkości gry, ale różnorodność uderzeń, śledzenie piłki wzrokiem po udanym uderzeniu, i możliwość wykonania nawet kilkuset prób uderzenia podczas godzinnego treningu to początek przygody.
Nareszcie na koniu
O ile równolegle z nauką "swingu" prowadzone są zajęcia jazdy konnej, to do tej pory nie miały one wiele wspólnego z samą grą w polo. Ćwiczenia na koniu z kijem i piłką można zacząć po tym, gdy trener uzna, że jeździec opanował prowadzenie kija w zamachu i przy uderzeniu na tyle dobrze, że prawdopodobieństwo urazu konia jest minimalne.

I tak początkowo, koń do nauki gry będzie miał nogi poowijane na wszelki wypadek bandażami i ochraniaczami. Od tego momentu trening polega na ciągłej grze.
Gra się jeden na jednego, dwóch na dwóch, itd. Najpierw tylko w stępie, potem kłusem, wreszcie pierwsze próby najazdów galopem na wprost. Już pierwszy "chukker" rozegrany w stępie i tylko do jednej bramki jest przeżyciem. No, a potem już z górki - ani się obejrzymy jak pomkniemy w pełnym galopie uderzając piłkę mocnym pewnym uderzeniem.
tekst napisał Paweł Olbrych dla nieistniejącej już strony polskiepolo.pl
Artykuł dzięki uprzejmości Redakcji
Centrum Polo



