Zgoda fiakrów z parkowcami nad Morskim Okiem
Data: 11-10-2007
Temat: Turystyka konna


     Zmęczone konie, ciągnące przeciążone zaprzęgi z turystami - tak nieraz wygląda podróż wozem nad Morskie Oko. Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego postanowiła ukrócić ten proceder. We wtorek w górach zaprezentowano nowy model bryczki, który wiosną ma zastąpić wysłużone wozy. Najdalej samochodem można dojechać do Palenicy Białczańskiej. Stąd nad Morskie Oko - największe tatrzańskie jezioro - trzeba pokonać jeszcze dziewięć kilometrów. Pieszo albo zaprzęgiem konnym. Chętnych na przejażdżkę nie brakuje - w 2006 r. TPN sprzedał na tym szlaku 634 tys. 565 biletów wstępu. Ze wstępnych danych wynika, że w tym roku odwiedzających będzie jeszcze więcej.

     Według przepisów jednym wozem może podróżować maksymalnie 15 turystów. Często jednak fiakrzy biorą na wóz więcej osób. Podczas kontroli Tatrzańskiego Parku Narodowego i służb weterynaryjnych wielokrotnie wychodziły na jaw nieprawidłowości. A to woźnice montowali dłuższe ławki, dzięki którym zabierali więcej pasażerów. A to konie były tak zmęczone, że wymagały opieki weterynaryjnej. Turyści często sami narzekają na taki stan rzeczy. Ich skargi wpływają do dyrekcji TPN-u i Ministerstwa Środowiska. Dlatego parkowcy rozpoczęli negocjacje z woźnicami. Wczoraj nad Morskim Okiem razem zaprezentowali nowy model bryczki, zwany po góralsku fasiongiem, który już wiosną ma wprowadzić nową jakość w przewozach nad największe tatrzańskie jezioro.

    - Ta konstrukcja to wynik kompromisu zawartego między TPN-em i woźnicami - mówi Paweł Skawiński, dyrektor TPN. - Każdy woźnica, który zamierza nadal jeździć drogą do Morskiego Oka, będzie musiał przesiąść się na nowy wóz. Inaczej nie otrzyma od nas zgody.

     Stylowe fasiongi nawiązują do wozów konnych używanych na Podhalu na przełomie XIX i XX w. Mają plecione burty z jesionowych listewek i zaokrąglony dach. Jeden kosztuje 12 tys. zł.

     Trwają jeszcze negocjacje dotyczące maksymalnej liczby przewożonych osób. Park chce, by zmniejszyła się ona do 14 pasażerów, fiakrzy obstają przy 15. Woźnice chcą też otrzymać od TPN-u trzyletnią gwarancję prowadzenia kursów nad Morskie Oko, zamiast wydawanych do tej pory jednorocznych licencji.

    - W jeden rok nie zarobimy tyle, by opłacało nam się kupować nowe wozy. W trzy lata jakoś wyszlibyśmy na swoje - tłumaczy Stanisław Chowaniec, jeden z fiakrów jeżdżących nad Morskie Oko.

    - Jesteśmy skłonni przyznać trzyletnie licencje, o ile wszyscy woźnice zaopatrzą się w nowe wozy - zaznacza dyrektor Skawiński.

     Prawo wożenia turystów z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko ma 60 fiakrów z Bukowiny Tatrzańskiej, wytypowanych przez władze gminy. Na postoju może stać najwyżej 20. Podzielili się więc na trzy grupy, które wymieniają się co 10 dni. Miesięczną licencję na przewóz - w cenie 900 zł - przyznaje im Tatrzański Park Narodowy. Ten wydatek zwraca się już po dwóch kursach - za przejażdżkę nad Morskie Oko turysta musi zapłacić 30 zł.

Autor: Bartłomiej Kuraś, fot. Marek Podmokły / AG, źródło: Agencja Gazeta







Wydrukowano z serwisu Jeździeckiego Centrum Informacyjnego
Adres artykułu http://www.qnwortal.com/artykul_1144